
O powinnościach środowiska prawniczego, ezopowym języku wspólnotowych przepisów oraz obawach przed nadmierną specjalizacją prawników – mówi prof. Marek Safjan, polski sędzia w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.– Panie Profesorze, czy natura współczesnego prawa rzeczywiście wymusza na uprawiających ten zawód coraz węższą specjalizację? Pana kariera jest tego zaprzeczeniem. Zaczynał Pan jako specjalista od prawa rodzinnego, potem zajął się bioetyką, następnie prawem konstytucyjnym, a teraz europejskim. – W moim przypadku nie było tak, że z dnia na dzień rzuciłem prawo cywilne, by zainteresować się bioetyką, a potem ją odstawiłem na rzecz prawa konstytucyjnego. Od początku pracy na uniwersytecie prowadziłem zajęcia z prawa zobowiązań, a więc najbardziej dogmatycznej sfery cywilistyki. Jednocześnie miałem wykłady z prawa medycznego i biotechnologii. To, że udaje mi się równolegle uprawiać kilka dziedzin prawa, jest oczywiście kwestią zbiegu rozmaitych korzystnych okoliczności. Dodatkowo wyszedłem spod ręki mistrzów, którzy traktowali profesję prawniczą całościowo i namawiali, by nie ograniczać się do jednego poletka. Dlatego z żalem patrzę, jak w przeszłość odchodzi model prawnika uniwersalnego.