Na każdą, nawet najpoważniejszą profesję, warto umieć spojrzeć z dystansem. Wszak umiejętność śmiania się z samego siebie jest jedną z największych zalet.Musimy spojrzeć prawdzie w oczy. Jako prawnicy nie jesteśmy najbardziej lubianą grupą zawodową. Gani się nas za wszystko. Sędziów za opieszałość, adwokatów za chciwość, prokuratorów za wrodzony talent do umieszczania w akcie oskarżenia niewinnych osób. Wszyscy wiemy, że gośćmi sal sądowych są ci, którzy znaleźli się tam przez pomyłkę.
– Wysoki Sądzie, jestem niewinny! – oświadcza w trakcie rozprawy oskarżony.
– Wszyscy tak mówią – ripostuje sędzia.
– No widzi pan, panie sędzio! Skoro wszyscy tak mówią, to musi to być prawda.
Krytykowane grupy zawodowe są obiektem dowcipów, ta reguła dotyczy także jurystów. W trakcie sporów sądowych potrafimy nieźle zaleźć przeciwnikom za skórę, dlatego w ramach rewanżu przedstawiani jesteśmy jako ludzie pozbawieni wszelkich zasad. W walce o odszkodowania najlepsze wyniki osiągane są w Ameryce, dlatego tamtejsi prawnicy postrzegani są jako najbardziej bezwzględni. Nieschodzące z list bestsellerów powieści Johna Grishama przyczyniły się do przedstawiania firm prawniczych jako instytucji bezlitośnie niszczących swoje ofiary. Oto próbka humoru o prawnikach zza oceanu. „Czym różni się wypadek, w którym przejechany został skunks, od tego, w którym rozjechano prawnika? Przed ciałem skunksa na asfalcie widać ślady hamowania”.
W Polsce z naszym wizerunkiem chyba nie jest aż tak źle. Od lat przyznawana jest nagroda „Prawnika Pro Bono” i jury ma zawsze problem, kogo wyróżnić z dziesiątek zgłaszanych kandydatów. Większość z nas może patrzeć w lustro z podniesionymi głowami, jednak uparcie przypisuje się nam kolejne przywary, w tym rzekomą zachłanność. E benezer Scrooge, sknera z „Opowieści wigilijnej” Dickensa, przy stereotypowym prawniku okazałby się filantropem. Jak w dowcipie o znanym adwokacie, który ginie w wypadku samochodowym i trafia do bram nieba. Czeka tam na niego odświętnie wystrojona delegacja, św. Piotr mówi: „Witamy najdłużej żyjącego człowieka na ziemi!” Zdziwiony mecenas przerywa: „To jakaś pomyłka. Gdy zginąłem miałem zaledwie 34 lata”. Św. Piotr zagląda do notatek i tłumaczy: „Przejrzeliśmy wszystkie wystawione przez Ciebie rachunki. Z ilości przepracowanych godzin wynika, że żyłeś co najmniej 450 lat”.
Czy istotnie jesteśmy tak chciwi? Nie wydaje mi się. W porównaniu z bankierami prawnicy wyszliby pewnie na dobroczyńców. Powód niezadowolenia naszych klientów wydaje się wynikać z innych przyczyn. Każdy z gości gmachu sprawiedliwości jest przekonany, że racja stoi po jego stronie. Gdy usłyszy wyrok dla siebie korzystny, jego przekonanie zostaje utwierdzone. Sprawiedliwość i tak by zwyciężyła, zatem wszystkie koszty związane z prowadzeniem sprawy były zbyteczne. Gdy zaś spór przegra, twierdzi, że jego prawnik był nieudacznikiem. A zatem wydane pieniądze zostały wyrzucone w błoto.
| Jacek Dubois: |
| „Gani się nas za wszystko, jednak w Polsce z wizerunkiem prawników nie jest chyba aż tak źle”. |
Źródłem szyderczych obserwacji na nasz temat są też relacje dziennikarzy. Po latach trudno stwierdzić, które z nich są oryginalnym przekazem, a które wytworem humorystów. Oto relacja z bezlitosnego przesłuchania biegłego:
– Panie doktorze, zanim rozpoczął Pan autopsję, badał Pan puls?
– Nie.
– Zmierzył ciśnienie i sprawdził oddech?
– Nie.
– A więc jest możliwe, że pacjent żył jeszcze, kiedy Pan dokonywał autopsji?
– Nie.
– Jak Pan może być tego pewny?
– Ponieważ jego mózg stał w słoju na moim stole.
– Ale czy pomimo to było możliwe, że pacjent był jeszcze przy życiu?
– Tak, było możliwe, że żył jeszcze i praktykował jako adwokat.
Mam nadzieje, że nie obraziliście się Państwo za pokazanie zawodów prawniczych w nieco krzywym zwierciadle. Spotkałem się ze stwierdzeniem, że problemy z żartami o prawnikach polegają na tym, że oni sami nie uważają ich za zabawne, a inni nie uważają ich za dowcipy. Nie mogę wypowiadać się za „innych”, ale jako prawnik nie zgodzę się z tą opinią.
Umiejętność śmiania się z samego siebie to jedna z największych zalet. Na każdą, nawet najpoważniejszą profesję, warto czasem spojrzeć z dystansem. Sale sądowe zawsze słynęły z dowcipnych i ciętych ripost, zaś bufet w sądzie był miejscem, gdzie sędziowie, prokuratorzy i adwokaci opowiadali zasłyszane „perełki” – nawet gdy dotyczyły ich samych. Trzymajmy tak dalej, a prawdziwym majstersztykom erudycji nie pozwalajmy odchodzić w zapomnienie.
Jacek Dubois
Autor jest adwokatem, wspólnikiem w warszawskiej kancelarii. W czasie wolnym felietonista oraz autor powieści dla młodzieży.













